„Rób to co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować”

felietony

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mimo, że pomysłów na nowe wpisy ciągle mam sporo, dziś postanowiłam podzielić się trochę bardziej moim życiem niż samymi podróżami. To co robię, to jaką pracę obecnie wykonuję pozwala mi spełniać moje marzenia- podróżować, poznawać inne kultury, nowych ludzi, uczyć się języków… Animacja to moja praca. Animacja to moja pasja. Animacja to moje życie…

Podróżować kocham od zawsze. Nie muszą to być wielkie i dalekie wycieczki, chociaż te oczywiście sprawiają mi najwięcej przyjemności. Jestem też zwolennikiem podróżowania na własną rękę, bo tak jest taniej, ale bardziej odczuwalny jest też cień przygody, który przy zorganizowanych wyjazdach prawie nie istnieje. Mimo to w 2011 roku pierwszy ( i jedyny) raz pojechałam na wakacje typu „all inclusive” do Tunezji. Zakochałam się nie tylko w tym kraju, ale również w 4 Tunezyjczykach pracujących w hotelu właśnie jako animatorzy. Byli to najbardziej przyjaźni ludzie jakich w życiu poznałam. To właśnie dzięki nim zaczęłam interesować się pracą w charakterze animatora. Nie sądziłam jednak, że w Polsce znajdę coś takiego. Faktycznie, miałam rację- jeszcze kilka lat temu niewiele osób się tym interesowało, mało kto wiedziało kim jest animator. Dziś animacja staje się popularniejsza i chętnych jest coraz więcej. Moja przygoda zaczęła się ponad rok temu, przed maturą. Zaczęłam szukać pracy na wakacje za granicą i wtedy to właśnie natknęłam się na ogłoszenie jednego z polskich biur podróży- „Spełnij swoje marzenia, zwiedzaj świat i zarabiaj pieniądze!” Była to reklama kursów na animatora czasu wolnego. Trwał on jeden weekend, po czym miał się odbyć Casting dla uczestników kursów z całego roku. Po przesłuchaniu miało być wybranych ok 40 osób, które za darmo polecą na tygodniowe szkolenie na Zakhyntos. Niestety… szkolenie było na początku maja, czyli w trakcie moich matur. Łzy ciekły strumieniami, że w tym roku się nie uda. Po moim małym załamaniu, przypomniałam sobie, że kto jak kto, ale ja przecież się nie poddaję. Wysłałam mnóstwo CV do biur podróży – tych dużych, ale też do takich o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Również do tych, które dziś już nie istnieją. Prawie wszyscy odpisali mi, że jest już za późno, bo mają cały zespół, lub, że niestety nie mam doświadczenia w tym zawodzie. Tak właśnie było w przypadku biura dla którego pracuję obecnie. Było mi ciężko, bo animacja stała się dla mnie najważniejsza i nie mogłam skoncentrować się na niczym innym, a za chwilę była matura… Jak to jednak mówią „co się odwlecze to nie uciecze” – po maturze podjęłam pracę w kawiarni, a weekendami zdobywałam doświadczenie w animacji event’owej- skręcanie balonów, malowanie twarzy na piknikach czy urodzinach. Wiedziałam, że za rok się nie poddam, zacznę szukać ofert pracy jako animator wcześniej, a ponad to będę miała doświadczenie… Przyszedł czerwiec, czyli początek sezonu wakacyjnego, czas wyjazdów na destynacje… Wtedy pomyślałam, że spróbuję. Jeszcze ten ostatni raz odezwę się do biura, które wcześniej mi odmówiło. „Może będą potrzebować kogoś na zastępstwo? Może ktoś zrezygnował…?” Nie miałam wielkich nadziei, ale chciałam spróbować. Wysłałam maila, a po godzinie dostałam odpowiedź „Pani Emilio, proszę zadzwonić do mnie po 14…”. Była godzina 10 rano i te cztery godziny do dziś wspominam jako najdłuższe godziny w moim życiu.

Miesiąc w Tunezji, cztery na Teneryfie…

Po telefonie który wykonałam w tym dniu byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Okazało się, że mogę lecieć na miesiąc na zastępstwo do Tunezji. Najpierw były łzy szczęścia, zaraz potem panika bo do wyjazdu zostało 6 dni, a ja nie miałam podstawowych badań lekarskich, materiałów na wyjazd oraz inną pracę z której nie wiedziałam jak zrezygnować… Wszystko się jednak jakoś ułożyło i kilka dni później siedziałam w samolocie. Sama. Leciałam do miejsca w którym 3 lata temu byłam na wakacjach na obozie, o nic nie musiałam martwić się osobiście. Ale tym razem byłam SAMA w kraju z kulturą islamu, która dla dziewczyny z Europy nie jest najbezpieczniejsza. Ponad to nie znałam ludzi z którymi będę pracować, miejscowości, hotelu, a w samolocie byłam pewna, że fatalny będzie ze mnie animator. Bałam się, ale nie było już odwrotu – moje marzenie się spełniło i wiedziałam, że w tej chwili dam radę, muszę dać, bo właśnie o to walczyłam.

Pierwszego dnia byłam zagubiona i zdezorientowana, jednak później poznałam cały team z którym będę pracować w hotelu oraz Polską rezydentkę. Szybko wszystkiego się nauczyłam i z całego serca pokochałam tych ludzi i to miejsce. W ciągu dnia pracowałam w mini klubie, wieczorami tańczyłam na mini disco i brałam udział w wieczornym show. W dni wolne trochę zwiedzałam, trochę odpoczywałam. Co jednak było najpiękniejsze w powrocie do Tunezji? Któregoś dnia pojechałam z Monastyru (miejscowości w której pracowałam) do Hammametu ( czyli tam gdzie kiedyś byłam na wakacjach). Odnalazłam hotel, a przede wszystkim ludzi dzięki którym zaczęła się moja przygoda z animacją… Czasem wydaje nam się, że już nigdy nie spotkamy pewnych osób z którymi trzeba się pożegnać… Inny kraj, inny kontynent, inna kultura… A jednak- nigdy nie mów nigdy. Mój animacyjny team był w nie mniejszym szoku niż ja, że znów się widzimy. Tę chwilę na pewno zapamiętam do końca życia.

Miesiąc szybko minął i trzeba było wracać do domu. Nikt kto nie pracował w turystyce na destynacji, nie zdaje sobie sprawy jak ciężko jest zostawić ludzi którzy stają się dla Ciebie jak rodzina. Razem pracujecie, mieszkacie, spędzacie wolny czas… Ciężko mi opisać relacje jakie nawiązują się między animatorami. Czasem się nienawidzimy i kłócimy, bo puszczają nerwy, bo tęsknimy za rodziną, domem, bo jesteśmy zmęczeni praca w upale, ale prawda jest taka, że kiedy ktoś musi wyjechać pojawia się wiele łez.

Po powrocie z Tunezji, mój szef napisał mi, że jest zadowolony ze współpracy ze mną i w przyszłym roku na pewno pojadę na cały sezon… Jak bardzo zaskoczona byłam gdy po 3 tygodniach w Polsce dostałam telefon, że jest potrzebne zastępstwo na Teneryfie. Wtedy był dylemat – wróciłam do starej pracy i znów trzeba było powiedzieć, że wyjeżdżam. Do tego miałam wiele innych, prywatnych planów. „Trudno” – pomyślałam i kilka dni później znów siedziałam w samolocie. Znów uczucia były mieszane, znów nikogo nie znałam, znów byłam sama, a jedyne co się zmieniło, to potwierdzenie od szefostwa, że animator ze mnie dobry. Wróciłam do pracy którą kocham i do dzieciaków, które dawały mi energię każdego dnia. Praca z dziećmi nie jest łatwa, ale daje satysfakcję. Ci mali ludzie, są bardzo szczerzy, więc od razu widać jak coś im się nie podoba. Z drugiej strony za wspaniałą zabawę okażą Ci wdzięczność szerokim uśmiechem, a w dzień wyjazdu do domu- łzami.

Teneryfa oczarowała mnie na tyle, że w lato 2013 postanowiłam tam wrócić. Pięknie jest podróżować i poznawać nowe miejsca, ale jeszcze piękniej jest się witać z ludźmi, których się pokochało a później nie widziało ponad rok.

Ciągła zabawa czy ciężka praca?

Wielu osobom pewnie wydaje się, że animacja ma same plusy. Oczywiście kocham to, ale to nie znaczy, że mój zawód nie ma minusów. Pracuję 6 dni w tygodniu od godziny ok 10 rano, do ok 24… Jeśli w ciągu dnia jest przerwa to zazwyczaj robi się próby do wieczornego przedstawienia, ewentualnie ma się wtedy czas żeby posprzątać w pokoju, zrobić pranie etc. W ciągu dnia czasu dla siebie nie miałam prawie nigdy. Dopiero wieczorami, po show i po zamknięciu hotelowej dyskoteki. Wtedy animatorzy mają czas dla siebie – wychodzimy i korzystamy z tego, że jesteśmy w pięknym miejscu i możemy się trochę pobawić. Zazwyczaj jednak nie trwa to długo, bo zmęczenie po dniu pracy w dużym upale jest ogromne. Kiedy przychodzi dzień wolny odsypia się cały tydzień- pobudka nie wcześniej niż o 13! Potem plaża, zakupy i tak dzień szybko się kończy. Nie mówię jednak, że tak było zawsze. Szczególnie na Teneryfie dużo zwiedziłam – szczyt Teide, wioska Masca, Siam Park- największy wodny park rozrywki, Loro Park i sąsiednią wyspę – La Gomerę. W te dni pobudka jednak była wcześniej niż w dzień pracy, więc bardzo szczęśliwa i bardzo zmęczona miałam okazję trochę pozwiedzać.

Mimo, to w najbliższym czasie nie wyobrażam sobie zrezygnować z animacji. Za chwilę znów jadę na szkolenie animatorów. A potem? Maroko, Turcja, Kreta, a może Majorka…? Na razie nie wiem gdzie pojadę, ale jednego jestem pewna – znów będzie to lato pełne przygód i kolejne „najlepsze w moim życiu”.

1-DSC_0773

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “„Rób to co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s