Zupa i drugie

felietony

 Najlepsze wspomnienia jakie mam z dzieciństwa to wakacje u babci. Spanie do południa, śniadanie do łóżka przed telewizorem, spędzanie czasu na dworze aż do zmierzchu i… nieziemska pomidorowa z makaronem własnej roboty! Kto dziś robi swój makaron…? Pewnie już tylko nasze babcie…

Za dwa tygodnie to ja zostanę „gospodynią” i będę odpowiedzialna za przygotowanie podstawowych posiłków dla dzieci- śniadania i lunch’u. Lunch. To takie zachodnie. Kiedyś jadaliśmy obiad, który często składał się z dwóch dań – zupy i drugiego dania. Moje babcie do dziś to praktykują i zawsze kiedy jedziemy w odwiedziny toczę z nimi walkę, że „ja nie dam rady aż tyle zjeść!”. Bo przecież teraz jadam LUNCH- coś szybkiego, na ciepło, w czasie przerwy. W dużych miastach stało się to codziennością. Kobiety, które pracują i prowadzą gospodarstwo domowe nie mają czasu na gotowanie posiłku złożonego z dwóch dań, więc nawet dzieci jadają w szkole, ewentualnie coś co można w domu szybko przygotować- nuggetsy, paluszki rybne, czy makaron z sosem ze słoika. Zatem dziś, lunch to nie to samo co obiad.

Chcę, żeby moje host dzieci poznały polską kuchnię. Dlatego od kilku dni siedzę w książkach kucharskich no i oczywiście w kuchni. Ostatnio pomyślałam, że pulpety to coś co jest w miarę zdrowe, lubiane przez dzieci w Polsce i nie może być trudne do przygotowania. Zmieliłam więc mięso, bułkę namoczoną w mleku, dodałam cebulę i uformowałam kuleczki. I wszystko było ok. Przecież sos to już „bułka z masłem”. Zdecydowałam, że pulpety będą w sosie koperkowym z przepisu „Kuchni Polskiej”, wydania XXXIII z 1992 roku. Już pierwsze zdanie z przepisu sprowadziło mnie na ziemię. Do zimnego rosołu dodaj mąkę. Rosół. Zimny rosół. Biorę więc gar, szukam w lodówce jakiś warzyw, co by można wrzucić do rosołu i gotuję. Bez kury. YOLO. Tak więc mój bulion warzywny się zagotował i ostygł. Dodałam mąkę. I coś chyba było nie halo, bo przypomniałam sobie, że nie rzuciłam okiem na proporcje! Brawo. Przekopałam więc internet, który pomógł mi zamienić 3 dag mąki na szklanki i okazało się, że do mojego bulionu mogę jeszcze dosypać! Uf, wolę dosypać niż rozcieńczać wodą. Zaczęłam więc gotować mąkę z bulionem, która zaczęła mi strasznie śmierdzieć. Nie lubię zapachu mąki. Ale ok, dobrze mi idzie.

Do moich pulpetów w sosie koperkowym chciałam podać mizerię. Ot, sałatka z ogórków, nie może być trudna. Googluję więc mizerię: ogórki, sól, pieprz, śmietana/ jogurt naturalny, cukier i ocet. Myślę- sporo tego jak na jedną mizerię, ale jeśli tak ma być… Wcześniej starte ogórki osłodziłam odrobinę, posoliłam, popieprzyłam i szukam octu. Nie ma w domu octu. Telefon do przyjaciela: – „Mamo, jak Ty robisz mizerię?” -” Sól, pieprz i jogurt naturalny”. Ok, czyli nie ma cukru. Myślałam, że ocet złagodzi słodkość ogórków, ale octu nie ma, więc moja mizeria pozostała na słodko. Dosłownie po dwóch minutach wracam do sosu. A raczej tego, co z niego zostało. W garnku zrobił się jeden, wielki, biało- żółty glut. Pot mi spływa po skroniach i już nie wiem czy to z tego gorąca na dworze, czy z rozpaczy, że straciłam mój „rosół”!! Ale pomyślałam, że nie ma co się poddawać! Więc zaczęłam mieszać i mieszać… I tak jak matka boska Chodakowska powtarza: „twoje ciało może więcej niż podpowiada ci twój umysł”, tak mieszałam i mieszałam, mimo że z sił już opadałam. Udało się rozbić mój sos koperkowy na mniejsze gluty. I wtedy mnie olśniło- wzięłam sito, przecedziłam i to co przypominało sos zostało w garnku, reszta poszła do kosza. Dodałam koperek, przyprawy i masło. I sos nie śmierdział już jak mąka, a jak wspaniały sos koperkowy. Tylko, że z tego wszystkiego ziemniaki, które wstawiłam, zdążyły się już ugotować… Bez soli.

I tak to klopsiki w sosie koperkowym lekko mnie rozwaliły. Chyba następnym razem zamiast obiadu, podam po prostu zachodni lunch…

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Zupa i drugie

  1. HAHAHAHHh, boże, jakbym czytała swoje zmagania z kuchnią… hahhahahaha
    W Danii też panuje porządek śniadanie, lunch, kolacja i na początku trochę ciężko mi się było przestawić, bo ten lunch to takie byle co, a normalny posiłek (w sensie kolacja) dopiero ok. 18… Ale po dwóch tygodniach muszę przyznać, że ma to sens 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s