Nie wszystko naraz!

au pair w USA

Z natury jestem cierpliwa, potrafię znaleźć przyjemność w czekaniu na coś co mnie cieszy. Ale od kiedy jestem w USA stałam się bardzo „w gorącej wodzie kompana”.

Najbardziej zależy mi na dzieciach. Podobno dwa pierwsze miesiące, dla nowej au pair, są najtrudniejsze. Przyzwyczajam się i ja i dzieci. A w mojej rodzince nie było wcześniej au pair, ale mają jeszcze trzy nianie (Ich nianie są z nimi od urodzenia najstarszego, przychodziły wymiennie, więc z przyzwyczajenia wpadają jak mają wolniejsze dni, albo kiedy ja mam wolne). I tak strasznie im zazdroszczę jak widzę, że chłopcy je szanują, słuchają ich i cieszą kiedy mają spędzić razem czas. Ja jestem w fazie testów. Mogę powtarzać milion razy, żeby czegoś nie robić, albo prosić, żeby coś zrobić, a i tak bez skutku. Najmłodszy jest w trudnym wieku (4 lata). Często traci kontrolę nad emocjami, walczy z braćmi o zabawki i inne rzeczy. Time out? Niemożliwe. Nie ze mną… Na razie tylko mama może go uspokoić… Mimo że robię wszystko jak rodzice, to ze mną to nie działa. Najstarszy z kolei jest trochę takim introwertykiem. Mało ze mną rozmawia, nawet nie odpowie całym zdaniem jak było w szkole. Ale razem z braćmi dają czadu nieziemsko. Wychowywanie cudzych dzieci to niesamowicie trudna sprawa!! Piszę o tym, żeby każdy z Was, kto zdecyduje się na program nie pisał swoich referencji na kolanie. Mimo moich niezliczonych ilości godzin pracy z dziećmi, animacja różni się od bycia au pair. Tutaj to oni są u siebie. To oni (tzn. tak im się tylko wydaje) są „szefostwem”. A kiedy widzą moje zagubienie to tylko pogarsza sytuację. W Mini Clubie dzieci mnie słuchały, były bez rodziców, a w najgorszym wypadku prosiłam o nieprzyprowadzanie więcej malucha do mojego Mini Clubu tłumacząc, że stwarza zagrożenie dla innych dzieci.

12063905_1058189187533310_824381950_n

ALE! Są też chwile, które to wszystko wynagradzają. Bo moi chłopcy nie są źli! Najbardziej ich kocham kiedy mówią „pupa”, chociaż „pieluszka” tez robi furorę 🙂 I hostów mam wspaniałych. Wiedzą, że ich dzieci nie są najłatwiejsze do ogarnięcia 😀 Dlatego bardzo mnie wspierają i dużo rozmawiamy o tym jak polepszyć sytuację między mną, a chłopcami. Jestem pewna, że każdego dnia będzie lepiej. Dzieci nie mogą niszczyć moich marzeń o życiu przez kilkanaście miesięcy w USA 😀

A żyję sobie w bardzo malowniczym miasteczku w New Hampshire. Nie jest to typowe „amerykańskie” miasto. Nie widać ludzi z nadwagą, nie ma fast food’ów na każdym kroku i jest tu bardzo mało czarnoskórych osób. Czyli nic, co w bardzo licznych ilościach zaobserwowałam w NYC (potwierdzone info- 07.11 znów lecę ❤ ).

11988717_710240212409828_934996684524194327_n

12036447_710240279076488_6776556459955048267_n

12032259_710240265743156_5819820028209892498_n

Niecierpliwię się również ze względu na podróże. Nie chcę marnować ani chwili wolnego, a okazuję się, że transport jest droższy niż podejrzewałam, więc oszczędzanie zajmie mi trochę czasu. A wydatków na miejscu też mam sporo (np.siłownia). Do Bostonu za bilet w jedną stronę zapłacę 18$, czyli 36$ w obie. A to tylko godzina drogi… Znalazłam też wycieczkę na cztery dni do Kanady za 388$ (jeśli pojadę z kimś, jeśli sama to 580$), ale tak ciężko jest znaleźć kompana! Może ktoś z Was? Wyjazd w każdą sobotę z Bostonu 😉 Dajcie znać! Planuję w listopadzie 😀

Chciałabym też w końcu udać się na porządne zakupy!! Tutaj jest tyle outlet’ów! Za botki Michael’a Korsa można zapłacić już od 50$ 😀 Czyli tyle ile w Polsce za normalne buty, które przetrwają sezon. Nie jestem typem dziewczyny, która kocha zakupy, ale takie ceny strasznie kuszą! Dziś zaszalałam w VS. Pierwszy raz kupiłam coś w tym sklepie. Dwa staniki i pięć par majtek za 70$. Chyba nieźle? 😉 Miałam za to naprawić laptopa, ale… sam zaczął działać! 😀 Mam nadzieję, że jeszcze trochę pozipie i zanim znów się popsuję to przyoszczędzę 😀

Na szczęście jest wiele rzeczy, które można robić za darmo. Ostatni weekend miałam wolny i razem z koleżanką z Meksyku i jej rodziną wybraliśmy się na wspólne zbieranie jabłek 🙂 W Polsce jest to zwykły obowiązek. Tutaj na farmie w każdy weekend odbywa się festyn na którym każdy może samodzielnie zbierać jabłka, pojeździć na traktorze, posłuchać na żywo muzyki country, zrobić swojego stracha na wróble, napić się cydru, zjeść donuta z cynamonem i wiele, wiele innych! To była świetna sobota! Poza tym USA już wariuje na punkcie Halloween!

12047183_10207313344293949_3696979775533482655_n

12043021_714220202011829_9163146019774012051_n

11863377_714220232011826_9107001243797648465_n

12067214_1058189184199977_1064484885_n

Trzymajcie kciuki za mnie i chłopców oraz moje oszczędzanie! 😉 Odezwę się wkrótce, a tymczasem zapraszam na mojego FB: travelloveblog- au pair w USA i insta: em_travel_love

Reklamy

6 uwag do wpisu “Nie wszystko naraz!

  1. Trzymam kciuki bardzo mocno i zazdroszczę zakupów ;p a to dopiero początek w jak przeceny wejdą….. Strach się bać xp. A co do chłopców to na pewno się ułoży 🙂 jak sama Stwierdzilas to Jeszcze faza poznawcza 🙂 czekam na kolejne relacje :)be strong 💪 😘

  2. Bycie au pair ma o wiele więcej zalet niż wad. Jeśli na nich się skupisz, od razu przyjemniej Ci się będzie „pracowało”, a chłopcy, widząc Twoje nastawienie, powinni nabyć takie samo w niedługim czasie 😉

    Powodzenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s