X rzeczy, które zaskoczą nas w Stanach

au pair w USA

 

usa-map-infographic

Pamiętam jak po dwóch pierwszych miesiącach w USA, hostka zapytała się mnie jak odnajduję się w innej kulturze i czy zaklimatyzowałam się już w Stanach? Pierwsza myśl – jak to w innej kulturze…? 😀 Po podróżach po Azji nie odnajduję tutaj wiele różnić kulturowych, tradycyjnych czy religijnych… W Indiach na każdym kroku pojawiało się nowe „wow”, czy  „o boże, naprawdę?”. Oczywiście, każdy kraj różni się kulturowo, ale USA to nie najbardziej egzotyczny kraj, który miałam okazję odwiedzić. Dlatego na początku nie umiałam odpowiedzieć na jej pytanie. Po pewnym czasie zorientowałam się jednak, że jest wiele drobnych różnić z codziennego życia, które różnią nas – Europejczyków od Amerykanów.

Ten wpis to otwarta lista rzeczy dzięki którym wiem, że mimo wielu podobieństw kulturowych, USA to inna rzeczywistość…

  • Pierwsze co rzuca się w oczy na ulicach USA, to wielkość aut. Ciężko tu wyszukiwać jakiegoś fiata punto, czy innych smartów (szczególnie na przedmieściach). Jeśli rodzina posiada mniejsze auto, to zazwyczaj jako trzeci dodatek do typowego amerykańskiego track’ a (którym porusza się głowa rodziny) i mini vana prowadzonego przez „mamuśki”.
  • Ciekawą rzeczą w temacie pojazdów są Ez- Pass’ y, czyli małe urządzenia montowane na przedniej szybie w aucie, które połączone są z kartą kredytową. Dzięki temu nie trzeba za każdym razem zatrzymywać się na bramkach autostrad, bo opłata zostaje pobrana automatycznie. Podobne przypinki działają też jako opłata za parkowanie.
  • Na przedmieściach, czy w mniejszych miastach, aut, domów i garażów się nie zamyka. Od początku mojego pobytu u HF nawet nie widziałam klucza do domu. Auto bez klucza nie ruszy, ale… ze trzy miesiące temu na parkingu przed supermarketem, otworzyłam drzwi do identycznego mini vana jak nasz i tylko mój młody z lekką pogardą rzucił: „Emilia, ale to nie nasze auto”. Drzwi zamknęłam, odeszłam jak gdyby nigdy nic 😉  Znalazłam właściwe auto, również otwarte.
  • Kurierzy, którzy przynoszą paczki (zazwyczaj te z ubóstwianego tutaj portalu amazon.com) zostawiają je przed drzwiami do domu, czasem zadzwonią dzwonkiem, że coś podrzucili. Potwierdzeniem odbioru przesyłki jest tylko kolejne zamówienie klienta.
  • Szaleństwo na punkcie kawy na wynos. Starbucks i Dunkin Donuts otwieraja się tutaj jak grzyby po deszczu. Podobnie jak w Polsce kebaby, kawiarnie znajdują się na każdym kroku.
  • Większość amerykanów preferuje kawę na zimno, nawet gdy za oknem śnieg, większość z nich zamówi ICE Latte. Ogólnie lodu w amerykańskim domu nie może zabraknąć. U mnie nawet dzieci piją wodę z lodem, ot tak, do śniadania.
  • Każda kawiarnia jest też wyposażona w „drive thru”. Właściwie to banki i apteki też można odwiedzić bez wysiadania z auta. Edit z dziś: pranie z pralni również odebrałam z drive thru 😉
  • Banki! W USA nadal wypisuje się czeki 🙂
  • Wracając do jedzenia… jego rozmiar! W każdym markecie można dostać czterolitrowy słoik majonezu czy 800 gramowe opakowanie  chipsów. Mleko czy sok w amerykańskiej lodówce to również baniak w  rozmiarze 1 gallona ( 3,78 litrów). Ale o amerykańskim jedzeniu kiedyś powstanie osobny wpis!! 😉
  • Dobra, tutaj muszę jeszcze wrzucić zdanie o jedzeniu surowej masy na ciasteczka, czyli cookie dough. Surowe jajka, mąka, cukier, czyli wyrobione ciasto… PYCHOTA. W ogóle można tutaj dostać np. lody, czy sernik o smaku „cookie dough”.
  • W tym wpisie chyba nigdy nie wyjdę z kuchni. Rzeczą, która również może zaskoczyć europejczyka w hameryce jest brak czajnika! Nie piją herbaty, to po co im czajnik? 😀 Ja wodę gotuję w mikrofali 😉
  • Słyszeliście o zip lockach? Kurde, niby małe plastikowe woreczki, a życie bez nich nie istnieje. W dużych można zmieścić piżamę, czy bieliznę którą pakuje się do plecaka, a w małe jakieś krakersy na piknik. Jak w Polsce idę na basen to klapki mam w reklamówce z h&m, szampon w siatce z biedronki, a gacie na zmianę w papierówce z calzedonii. Nawet by mi nie przyszło do głowy kupować dodatkowe „siatki”, skoro na każdym kroku dostaję je za darmo.
  • Przypomniał mi się temat piżam. Dlaczego wspomniałam akurat o jej pakowaniu? Bo moi młodzi, kiedy gdzieś wychodzimy pod wieczór (no raczej nie do knajpy, ale np. do rodziny) i będziemy wracać późno, mają mieć popakowane piżamy co by przebrać się jeszcze w tym drugim domu i po powrocie tylko umyć zęby i położyć się spać. Nawet jak jest -20 to na piżamę zakładają kurtkę i do tego kozaki, hop do auta i wracamy do domu. Po co? Nie wiem i pewnie się nie dowiem.
  • W ogóle tutaj przebiera się w domu, a nie w szatni. Mam na myśli siłownię, czy dodatkowe zajęcia dla dzieci. Moje chłopaki zakładają szorty już w domu, kiedy idą na koszykówkę czy gimnastykę. Nawet w zimę. Ale tutaj jest o tyle łatwiej, że wszędzie jeździ się autem, więc te kilka minut na mrozie żeby przebiec na zajęcia… Teraz sama tak robię jak idę na siłkę, na początku byłam w szoku 😉
  • Jeden punkt rodzi kolejny- piżamy zakładane bez kąpieli to norma. Tutaj dzieci myje się co dwa, trzy dni. Dorośli biorą prysznic z rana, a wieczorem kładą się do łóżka po zrzuceniu skarpetek. Dla mnie fujka.
  • Za to pranie? O człowieku… TONY! Nie tylko tshirt nosi się tu raz, ale również spodnie zostają każdego dnia wrzucone do prania. Moi chłopcy za każdym wyjściem z domu sięgali również po czyste skarpety, bo w domu lubią chodzić boso. I tak jedną mogłam znaleźć w playroom’ie, a jej parę w piwnicy. Szybko udało mi się to jednak wyplenić, wkładając już noszone skarpetki do butów 😉 Piżama zmieniona co wieczór (no ale jak się ją zakłada na nieumyte ciało to może i lepiej) to również norma. No i halo, halo, ale czy ze mną jest coś nie tak, że piorę jeansy raz na jakieś dwa tygodnie? 😀
  • Po całym tym praniu dodam, że każdy dom wyposażony jest w suszarkę… Piwnicy by zabrakło jakby to trzeba było rozwieszać 😉
  • A teraz prywatne pytanie: czy zabieracie czasem gazetę do kibelka? Otóż w wielu domach w USA spotkałam się z mini biblioteczkami w WC. Raz nawet widziałam taką wypasioną ze zdjęciami rodzinnymi. W kiblu. Robiąc dwójkę można sięgnąć po książkę, lub popatrzeć na uśmiechnięte twarze z rodzinnych zdjęć… Obrazy/ obrazki/ kalendarze w toalecie już również mnie nie zaskakują.
  • Nareszcie trochę zmiana tematu: pozytywną rzeczą w USA są maszyny, które wymieniają drobne na papierkowe i na odwrót. Portfel jest lżejszy, kiedy nie ma w nim monet. A  jak potrzebuję drobnych na jakieś karuzele dla dzieci czy inne automaty np. w centrach handlowych, to zazwyczaj obok jest właśnie taki automat, który sypnie groszem po oddaniu mu papierka.
  • Kiedyś na fanpag’u pisałam też, jak bardzo są tutaj popularne kartki. Nie tylko na święta, urodziny, ale również na Halloween, Walentynki czy inne dni św. Patryka. Osobne dla córki, wnuczka, chłopaka, chłopaka na wesoło, chłopaka na sprośno i tak bez końca. Naprawdę się zdziwiłam, jak moje dzieciaki dostały kartki od babć na Walentynki. Co więcej?! Każdy z nich musiał wypisać po jednej walentynce dla każdego dziecka w szkole… tzn ja musiałam, oni ledwo się podpisywali… Wcale się przy tym dobrze nie bawiąc.
  • Co do świąt- Boże Narodzenie to nic innego jak szał zakupów. Otwieranie prezentów w bożonarodzeniowy poranek trwa po kilka godzin, a ich ilość pod choinką jest niedopisania. Właściwie to one nie mieszczą się pod choinką, zazwyczaj pół salonu jest nimi zawalone. Tak mi się wydaję, że całą Afrykę można by wykarmić za ilość wydanych dolarów na święta w USA…
  • I na razie ostatnia rzecz… ŚNIEG, paraliżujący całe życie… Ledwo napadało ze 3 cm, a tu szkoły zamknięte, lekcje odwołane… Półki w supermarketach świecące pustkami… Śnieg…

Czekam na Wasze propozycje! Za kilka miesięcy chętnie wrzucę drugą część tego postu 🙂

Lubię fakt, że mogę mieszkać z amerykańską rodziną w amerykańskim domu. Co jakiś czas moja lista się powiększa… I dzięki temu każdego dnia bardziej i bardziej dochodzi do mnie, że mój dom to Europa…

Reklamy

6 uwag do wpisu “X rzeczy, które zaskoczą nas w Stanach

  1. Hahaha, sama mam w planach napisać podobny post ;D. Niektóre rzeczy u mnie w Danii też są, szczególnie z tym kąpaniem dzieci co kilka dni i kładzeniem się spać bez mycia się…
    Za to z przebieraniem się przed siłką jest właściwie kompletnie inaczej, bo Duńczycy nie tyle przebierają się na siłowni/saunie itp co na dodatek gdy się tam również kąpią to normlanie chodzą po szatni KOMPLETNIE nago i nikt na to nie zwraca uwagi :’D.

  2. Moja dawna rodzina goszcząca miała czajnik, a w obecnej dzieciak przebiera się na zajęcia w szatni, nie w domu. Jednak rzeczywiście wiele rzeczy z tych, które wymieniłaś to prawda. Jako osoba, która spędziła trochę czasu w Kalifornii a teraz jest na wschodnim wybrzeżu, dodam coś od siebie:
    1. Obiad na kolację.
    Amerykanie jedzą kolacje wielkości polskich obiadów. Z kolei lunchem nie sposób się najeść.
    2. „How are you?” Co minutę
    Miło jest słyszeć to od ludzi, których naprawdę obchodzi to, co u nas słychać. Niezmiennie dziwi mnie jednak to, ze wielu Amerykanów mówi słynne „how are you” do przypadkowych osob… Nie czekajac nawet na odpowiedz tylko idac dalej.
    3. Brak możliwości płacenia gotówką za niektóre parkingi. Tylko karty kredytowe
    4. Apple
    Na wschodnim wybrzeżu nie jest to az tak widoczne, ale W Kalifornii (San Francisco) WSZYSCY maja Apple. iPhone, iPad, Mac. Tam nie używa się sprzętów innych marek. wszyscy z góry zakładają, ze ty tez używasz Apple. Gdy okazuje się, ze nie, pojawia się olbrzymie zdziwienie na twarzy.
    5. „Naprawdę jesteś z Polski? Fantastycznie, to niesamowite!”
    Gdy powiemy komuś, ze jesteśmy z Polski, Amerykanie bedą zachwyceni. Powiedzą Ci, ze ich przyjaciel jest z Polski, mama, sąsiad, mąż, chomik koleżanki. Problem pojawi się, jeśli zapytacie czy wiedzą, gdzie znajduje się Polska.
    6. Znaki drogowe
    Rzadko widuje się znaki drogowe w postaci symbolu. Zazwyczaj są one w formie komunikatów. Na przykład: „prawy pas musi skręcić w lewo”, „skręt w prawo na czerwonym świetle możliwy po uprzednim zatrzymaniu się”
    7. Gotowe jedzenie
    Amerykanie w większości kupują gotowe jedzenie. Czymś dziwnym jest dla nich spędzenie godziny czy dwóch godzin w kuchni, żeby przygotować coś do jedzenia. Po co, skoro można kupić gotowe?
    8. Toalety!
    Wyglądają jakby ciagle były zapchane. Jest w nich bardzo dużo wody. Do tego… Właśnie, ciagle się zapychają. A w toaletach publicznych spokojnie można zobaczyć kto siedzi na muszli klozetowej, bo szpary pomiędzy drzwiami a futryną są wielkości kilku centymetrów.
    9. Rywalizacja pomiędzy Wschodem i Zachodem
    Wschodnie wybrzeże nie przepada za zachodnim, a zachodnie za wschodnim. Mieszkańcy Kalifornii powiedzą, że wschodńie wybrzeże jest brzydkie (z wyjątkiem Nowego Jorku), że ludzie są tam mega zabiegani i nie cieszą się życiem. Z kolei ludzie ze wschodniej części kraju stwierdzą, ze Kalifornia jest dobra na wakacje i nie nadaje się do życia, bo ludzie tam mieszkający wolą robić wszystko wolno, wolą poleżeć sobie na plaży, a praca i „normalny” tryb życia średnio ich interesuje.
    10. Samouwielbienie Kalifornii
    Ludzie w Kalifornii kochają Kalifornię. Twierdzą, że maja tam wszystko: ocean, piękną pogodę, śnieg, góry.
    Słuchając radia non stop natkniemy się na piosenki, w których jest jakaś wzmianka o tym stanie. „California dreamin'” czy „Ex’s&Oh’s” usłyszycie co najmniej kilka razy dziennie.
    11. Flagi USA
    Są wszędzie. Na urzędach, ulicach, domach, samochodach. Kiedyś widziałam je nawet na wózkach sklepowych.

    1. Swietny komentarz!! Do obiadów na kolację szybko się przyzwyczaiłam, dlatego teraz zupełnie o tym zapomniałam!! Flagi, How are you co minutę, szpary między drzwiami w toaletach… 😀 TAK, TAK, TAK! 😀 hahaha, dzięki za ten komentarz!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s