Obudzić się w mieście, które nigdy nie śpi…

au pair w USA, moje podróże
IMG_6002.JPG

Widok na Manhattan ze Statue Island.

Dziś zacznę od końca. A właściwie to od początku. W miejscu gdzie zaczęła się moja przygoda w USA.

New York City, czyli miasto, które nigdy nie śpi. Big Apple, Wielkie Jabłko…

Miasto, o którym napisano ponad 3000 piosenek. Miasto, które co roku odwiedza ponad 40 milionów turystów z całego świata. Miasto, w którym każdy z nas marzył obudzić się choć raz w życiu…

IMG_5744

Miałam około 7 lat kiedy wymyśliłam sobie, że będę żyć w Stanach. Potem trochę podrosłam i zdecydowałam, że może żyć to nie, ale odwiedzić na pewno. NYC było na pierwszym miejscu.

Pamiętacie złote myśli? Bardzo popularne w moich gimnazjalnych czasach. Taki jakby pamiętnik z pytaniami do przyjaciół. Ja na pytanie „Jakie jest Twoje największe marzenie?” zawsze odpowiadałam „Polecieć do NYC”. A że w Polsce raczej mówimy Nowy Jork, niż New York City, nie każdy wiedział, że mi chodzi o CITY ( Nowy Jork leży w stanie Nowy Jork, więc amerykanie zawsze używają CITY kiedy jadą do NYC, bo samo Nowy Jork to tylko stan i nie wiem czy ma sens, to co piszę?). Koleżanka zapytała więc, co to znaczy NYC, a jak jej wytłumaczyłam, to tylko się uśmiechnęła. Dziś, mam cichą nadzieję, że czyta mój wpis i widzi, że moje gimnazjalne marzenie się spełniło.

Kiedy oglądam polskie filmy czy seriale pokazujące Warszawę, zawsze się zastanawiam, gdzie jest to piękne miasto, które pokazują na ujęciach? W USA jest na odwrót. Filmy, których akcja toczy się w NYC, nie oddają nawet w połowie magii tego miejsca. NYC jest jak bajka, której nie da się opowiedzieć.

Właśnie dlatego tak długo czekałam z tym postem. Będąc tam trzy razy, nadal nie czuję się gotowa żeby o tym pisać. Tak daleko mi do znawców NYC, jak daleko stąd do Polski. Postanowiłam więc, że przede wszystkim podzielę się z Wami moimi zdjęciami i krótkimi przemyśleniami. Nie będę udawać, że wiem o NYC już wszystko. Bo cały czas mam wrażenie, że nie wiem jeszcze nic… Ciągle mi mało.

W ciągu moich trzech wycieczek udało mi się odwiedzić praktycznie wszystkie miejsca z mojej prywatnej listy MUST SEE.

Pierwszy raz NYC odwiedziłam we wrześniu, kiedy przyjechałam do training school. Wycieczka organizowana przez moją agencję, nie jest warta polecenia. Ale czego się spodziewać za $50? Większość czasu spędziliśmy w autokarze stojąc w korku. Wysiedliśmy w Battery Park, skąd widać Statuę Wolności. Następnie przeszliśmy na 9/11 National Memorial i mielismy chwilę wolnego czasu w downtown (Time Square i okolice). Niektóre au pair miały wykupiony wjazd na Top of the Rock, ale ja tę przyjemność zostawiłam na kolejny pobyt w NYC. Wiedziałam, że szybko tam wrócę.

IMG_4492

Battery Park

IMG_4503

9/11 National Memorial, fontanny na miejscu wież WTC

IMG_4702

Time Square po raz pierwszy

W grudniu Big Apple odwiedziłam z moją host rodziną. Mimo, że popołudniami pracowałam, miałam trochę czasu dla siebie. Tak bardzo się cieszę, że mogłam tam być w okresie świątecznym! Pogoda była idealna żeby spacerować, a miasto wyglądało magicznie!

IMG_5046.JPG

IMG_5037

IMG_5045

IMG_5163

The Rink,  Rockefeller Center i choinka z „Kevina”

Tylko nie wiem co ja sobie wtedy myślałam zakładając buty na obcasie? Że niby jestem Carrie Bradshaw? Że niby Sex and the City? Ha ha ha. Ha. Dziś się śmieje, wtedy cierpiałam. I długo leczyłam odciski 😀

Na początku wjechałam na Top of the Rock (za bilet zapłaciłam bodajże $25) z którego rozpościera się panorama na całe miasto. Zapiera dech w piersiach, co?

IMG_5533

IMG_5534

Po południu moja HF zabrała mnie na przedstawienie do Radio City Music Hall, na „The Rockettes Show”, czyli świąteczny musical. Teoretycznie wiele elementów dla dzieci. A ja ze wzruszenie płakałam kilka razy. Hosta lekko się ze mnie śmiejąc, tylko podawała mi chusteczki.

IMG_5047

IMG_5423

Wieczorem natomiast płakałam jeszcze więcej, a to z okazji kolacji w Ellen’s Stardust Diner. Knajpie, gdzie kelnerzy którzy Cię obsługują, śpiewają nie gorzej od artystów z Brodway’u. Naprawdę niesamowite miejsce, czekaliśmy w kolejce jakieś 30 minut, ale było warto! Byłam tak tym wszystkim wzruszona i podekscytowana, że nie mogłam przełykać. Wtedy moja hostka też miała łzy w oczach. Chyba było jej miło, że zwykłą (dla nich zwykłą, a dla mnie spełnieniem nastoletnich marzeń) wycieczką może mnie tak uszczęśliwić.

Nastepnego dnia udało mi się spotkać z Magdą, au pair z NYC. Poznałam ją dzięki grupie na facebook’u „Polskie au pair w USA”. Uwielbiam tę grupę. To cudowne, jak kilka tysięcy młodych Polaków mieszkających w Stanach wspiera się nawzajem, daje sobie rady oraz umawia na spotkania w ciemno. „Hej, jestem w NYC, ktoś chce się spotkać?”. Tak to działa. Niby obcy ludzie, a czasem czuję się jakbym znała ich wszystkich. Dziękuję Wam za to!

Z Magdą znalazłam dom z „Przyjaciół” (róg Grove St i Bedford St na Greewich Village) i Carrie z Seksu w Wielkim Mieście (66 Perry Street).

IMG_5742

IMG_5743

Wspominałam Wam jak ważną częścią mojego życia są „Przyjaciele”? Tak. Ten serial pomógł mi się podnieść kiedy myślałam, że już nie dam rady. Mogę oglądać ich w kółko i kółko, mimo że dialogi znam już na pamięć. I tak, pod tym blokiem też płakałam. Ach, ten NYC!

Później odwiedziłyśmy Brooklyn Bridge i Grand Central Station.

IMG_5747

IMG_5749

Ostatni raz byłam w NYC w zeszły poniedziałek. Na tę okazję zostawiłam sobie wiśienkę na torcie, czyli… Statuę Wolności. Rejs z Manhattanu to koszt $18, jeśli chce się wejść na piedestał $25.

IMG_6053

Wieczorem poszłam na Finding Neverland, show na Brodway’u. Kosztowało mnie to jedynie $83, czyli 50% wartości biletu, ponieważ kupiłam go w dzień przedstawienia w kasach na Time Square ( https://www.tdf.org/nyc/81/TKTS-Live ). I wiecie co? Płakałam. Uważam, że $160 za bilet to cena jak najbardziej odpowiednia. Muzyka, dekoracje, talent aktorów… Nie mogę znaleźć takich słów, żeby to opisać. Jeśli jesteście w NYC, po prostu idzćie na Brodway, a nie będziecie żałować.

Na zakończenie może trochę Was zaskoczę. Mimo że to miasto doprowadziło mnie do łez niezliczoną ilość razy, to nie mogłabym tam mieszkać. Wygórowane ceny, zakorkowane ulice, tłum ludzi, często niesympatycznych, zwyzywających cię od bitch, za to że dosłownie musnęłaś go ramieniem. Pilnowanie torebki i kontrola co 3 minuty czy wszystko w niej jest… A przede wszystkim brak swobodnego oddechu, który mieszkając nad oceanem mam każdego dnia. Nowy Jork mnie dusi. W New Hampshire oddycham pełną piersią. I mimo że to miejsce też przyjdzie mi wkrótce opuścić, jestem pewna, że znów będę mieszkać nad oceanem…

Reklamy

5 uwag do wpisu “Obudzić się w mieście, które nigdy nie śpi…

  1. Świetny wpis! Mam nadzieję, że wkrótce i mnie uda się dotrzeć za ocean i podobnie jak Ty spełnić swoje marzenia. Czytając o Twoich wzruszeniach, wzruszałam się i ja. Pozdrawiam z majowej Polski, gdzie kwitną kasztany! I wszystkiego dobrego 🙂

  2. Czyatając czułam się, jakbym sama tam (już) była. Doskonale znam uczucie spełniania największych marzeń, więc rozumiem wszystkie zachwyty. Sama mam nadzieję na NYC w 2017! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s