Welcome to Miami!

au pair w USA, moje podróże

Najpierw włączamy poniższy link w nowym oknie! 😉

 

YEP! Byłam na tych samych ulicach, tej samej plaży, słuchają sobie tej nutki!

Dlatego żeby wpis oddał lepszy klimat tych kilku dni spędzonych w Miami, polecam odtworzyć utwór 😉

IMG_5623

IMG_5491

Pierwsza zasada „podróżowania” do Miami – tam się nie podróżuje, tam się jedzie zresetować. Oprócz plaż i nocnych klubów nie ma miejsc, które warto „zwiedzić”. Dlatego byłam w szoku, kiedy na ulicy mijałam rodziny z dziećmi czy emerytów. Szczególnie Miami Beach to miejsce bardzo specyficzne. Zamieszkane głównie przez czarnoskórych, noszących na szyi złote łańcuchy, oraz posiadające „diamentowe” zęby mężczyzn, oraz ich prawie gołe, z biodrami i pośladkami tak dużymi, że praktycznie można na nich usiąść, czarnoskórych wybranek życia (bądź jednej nocy). Wszystko to zwieńczone tańcem, które owe pary uprawiają publicznie… godnym cenzury. Do tego głośna muzyka z każdego mijającego auta, z każdego inna. Welcome to Miami BEACH! (or maybe BITCH?).

IMG_5500

Ponad to, na Florydzie mieszka tulu Latynosów, że więcej razy powiedziałam tam „gracias” niż „thanks”. Kocham moją latynoską społeczność w NH, ale tam to już nie jest imigracja… Tam Latynosi przejęli cały stan 😉

Tak jak wspomniałam przy okazji wpisu o NYC, to co pokazane jest w filmach, to tylko połowa tego co w amerykańskich miastach dzieje się naprawdę… To trzeba przeżyć samemu 😉

IMG_5509

Nie ukrywajmy faktów- do Miami jeździ się głównie żeby imprezować. I wcale nie trzeba wydać na to fortuny. Na każdym kroku zaczepiają promotorzy, dzięki którym do klubu można wejść za darmo, albo po niższej cenie. Z moją travel buddy raz wyszłyśmy na imprezę organizowaną z hostelu, w którym się zatrzymałyśmy i raz z promotorem. Obie imprezy były bardzo przeciętne, mimo że organizowane w bardzo dobrych klubach. Muzyka house to raczej coś, co robi mi siekierę w głowie niż włącza imprezowy klimat. Tak więc moje imprezy szybko się kończyły, aczkolwiek nie żałuję bo fortuny na nie nie wydałam…

IMG_6556

Zdecydowanie większe wrażenie zrobiły na mnie koktajle w rozmiarze XXL, sprzedawane w każdej knajpie, (mamo, tato, nie czytajcie następnej części zdania) za który zapłaciłyśmy „jedynie” $57 :D. Dla podkreślenia tej ceny, następnego dnia stwierdziłyśmy, że nie pojedziemy na lotnisko uberem, bo $30 to stanowczo za drogo! 😀 Koniec końców, uciekł nam ostatni autobus i musiałyśmy zamówić uber… zapłaciłyśmy $7!! Tak, sharing + kod i wygrałyśmy życie.

Zanim jednak opuściłam Miami musiałam zrobić jeszcze jedną rzecz….! Dać buzi delfinowi! 😉 Z delfinami w Miami można popływać w Miami Seaquarium. Pływanie, pływanie to koszt ponad $200, dlatego ja wykupiłam „dolphin encounter”, czyli mogłam go dotykać, nakarmić, dać buzi, ale nie mogłam wskoczyć na grzbiet i popłynąć hen w siną dal, na koniec basenu. Kosztowało mnie to $160 i zdjęcia na płycie $60. WARTO.

008_8

Na sam koniec dodam moje ulubione zdjęcie, które zrobiłam ze statku, wypływając z portu z Miami… ME GUSTA. A gdzie płynęłam…? O tym już niedługo 😉

IMG_5736

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Welcome to Miami!

  1. Uwielbiam takie wpisy, które się „czuje” czytając! Też jestem zdania, że Miami to po pierwsze leżakowanie, ta plaża przyciąga jak magnes! PS. mam nadzieję, że teraz czas na Bahamy! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s