300 dni w USA!

au pair w USA, felietony

13521892_1218228664862694_6920371041783483708_n

Mam wrażenie, że jeszcze wczoraj siedziałam w moim pokoju, w Warszawie i pisałam post „100 dni przed wyjazdem”… Czas zwariował!

Mija już dziesiąty miesiąc odkąd jestem w Stanach, ale… już nie w New Hampshire. Wiele się pozmieniało w moim życiu i nareszcie przyszedł czas, żeby trochę o tym opowiedzieć.

W marcu moja rodzina goszcząca oznajmiła mi, że chcą zrezygnować z programu au pair. Byłam w szoku, bo nasze relacje były naprawdę dobre. Moi hości zdecydowali po prostu, że w wakacje chcą mieć nianię, która będzie bardziej „dyspozycyjna”, a nasz program ma pewne ograniczenia. Np. Nie mogę pracować więcej niż 10 godzin dziennie, maksymalnie 45 godzin w tygodniu i nie mogę zostać sama z dziećmi na noc. No i to im najbardziej przeszkadzało. Chcieli pracować z nianią, której te zasady by nie obejmowały. Szczerze? Gdybym mogła cofnąć czas, to bym im powiedziała, że ja pierdziele te zasady i dostosuje się do ich potrzeb. Tylko po to, by móc z nimi zostać. Ale stało się… Podjęłam decyzję, że nie wracam wcześniej do domu, tylko idę w rematch, a co więcej przedłużam program o pół roku. Czyli przyszło mi szukać nowej rodziny na 9 miesięcy – 3 do końca programu i 6 przedłużenia.

Podróże… podróże to całe moje życie. Zawsze tak mówiłam, zawsze tak uważałam. Ale ludzie się zmieniają, dojrzewają, zmieniają się priorytety. Już kiedyś pisałam, że moim największym lękiem w życiu jest monotonia. Przerażała mnie wizja skończenia studiów, pójścia do pracy, wzięcia kredytu do śmierci, gdzieś po drodze zamążpójścia i tyle… Przerażała mnie wizja normalności. Goniłam za przygodą, chciałam iść pod prąd, być inna niż wszyscy. Chciałam, mam. Jestem inna, podróżuje, spełniam marzenia. I płacę za to ogromną cenę, która nie jest wyznaczona w żadnej walucie.

Samotność czujesz w całym swoim ciele. Przechodzi cię impuls, który wychodzi gdzieś z serca, przechodzi przez ręce, żołądek, nogi, a kończy w paznokciach u stóp. W NH długo szukałam ludzi, którzy sprawią, że nie będę tego czuła. Ale w końcu ich znalazłam. Znalazłam nawet więcej niż się podziewałam. I zostawiłam. Bo ja gonię za przygodą… Chciałam, mam. Jestem w Kalifornii. Sama. I samotna. Z drugiej strony… Nikt mnie nie zatrzymał. A przecież mógł…

Ludzie mnie pytają „Czemu nie chcesz zostać w USA, skoro już udało Ci się wyjechać?” Otóż, moi drodzy. Podróże… podróże to całe moje życie. A nie przypominam sobie, żeby słowo „imigrant” było synonimem słowa „podróżnik”. Więc mam nadzieje, że ta krótka odpowiedź wszystko już wyjaśnia. Chce zwiedzać świat, odkrywać jego różnorodność i zdobywać doświadczenie. Nie uciekam z Polski, bo nie podoba mi się tam życie. Tam mam rodzinę, tam mam przyjaciół i tam jest mój dom. I zawsze będzie. Mogę podróżować tygodniami, miesiącami czy nawet latami… Ale to Polska będzie krajem, o którym powiem „dom”. I tylko z jednego powodu mogłabym ją zostawić… Ale jeszcze nikt mnie nigdzie nie zatrzymał…

300 dni za mną i 250 przede mną. Dam radę. Bo jak nie ja, to kto?

Czas leczy rany, a przede mną kolejne podróże. To motywuje do działania. Budzę się rano i powtarzam sobie, że nie każdy mógł być w tych wszystkich miejscach, które ja widziałam i przeżyć to co ja przeżyłam. W każdym dni szukam drobnych pozytywów- Cieszę się zapachem porannej kawy, chłodnym prysznicem w gorący dzień, szukam nowych książek, czy seriali…

W tym wpisie chodzi o to, żeby pokazać, że droga do sukcesu jest skomplikowana i wymaga wielu wyrzeczeń. Spełniam swoje marzenie- mieszkam w Kalifornii. Czy jestem szczęśliwa…? Przecież powinnam!

Nowa rodzina wydaje się w porządku. Dwoje dzieci: chłopiec (4), dziewczyna (14). Przytulną mam sypialnie, łazienkę dzielę z dziećmi, mam co jeść. Dam radę. Bo jak nie ja, to kto?

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “300 dni w USA!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s