Miasto Aniołów cz. 1

au pair w USA, moje podróże

Czasem chlapiemy jęzorem bez większego myślenia. Czasem piszemy teksty, które nikogo nie poruszają. A po co się odzywać, skoro nie ma się nic do powiedzenia? Po co pisać, kiedy brakuje słów? Wena odeszła na długie miesiące, bo nie umiałam wyrazić tego, co nie jeden film już pokazał, niejedna książka opisała i niejeden fotograf sfotografował. Dlaczego więc ktoś miałby mnie czytać?

To już ponad 100 dni odkąd po raz drugi opuściłam Los Angeles. (Przypomnę, że latem tam mieszkałam, a w październiku był to punkt początkowy mojego road trip po zachodnim wybrzeżu.) Może to już czas żeby uwierzyć, że tam byłam?

Lubisz stać w korku? Nie? To w LA polubisz. Nie ma dnia i nie ma godziny w której nie utkniesz. W nocy? W nocy roboty na autostradach dodadzą Ci jeszcze więcej czasu do podróży. Ale jest dobrze. Przecież to El Ej. I kiedy sobie uświadomisz, że to TY stoisz w korku, w tym samym korku, w którym za Tobą może stać Ben Affleck czy Johny Depp… Polubisz stać w korku.

I ja tam byłam. Mijałam restauracje, kluby, hotele, a nawet domy największych gwiazd na świecie. I słabo mnie obchodziło, gdzie Kardashianki jedzą lunch w swoim show, czy na który basen chodzi Justin Bieber. Dla mnie ważne było to, że I JA tam jestem. Urodzona w małym mieście w woj. Świętokrzyskim, wychowana na warszawskiej Pradze. Otoczona wysokimi palmami, rozgrzana przez kalifornijskie słońce, chłodzona przez bryzę Pacyfiku…

A to wszytko na Venice Beach i  Venice Boardwalk. To coś więcej niż promenada na plaży. To miejsce, które wystąpiło w setkach filmów i seriali ( m.in Słoneczny Patrol). Najwięcej szału robią tu street performance- tancerze, wokaliści, magicy i inne, przeróżne dziwadła. Ponad to rolkarze, deskorolkowcy, koszykarze i kulturyści (Muscle Beach) w jednym miejscu. Za pierwszym razem na plażę nawet nie dotarłam, bo nie wiedziałam od czego oczy oderwać. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że to właśnie w LA (mniej więcej na równi z Nowym Jorkiem) notuje się największą liczbę przestępstw. Dzięki temu bycie świadkiem policyjnego pościgu, przez furgonetkę i helikopter, również odhaczyłam na Venice. I to jeszcze bardziej spowodowało, że będąc na tej plaży czułam się jak bohaterka Hollywod’zkiego filmu.

1-img_7947

1-IMG_7972.JPG

1-img_7951

A jeśli o Hollywood mowa- czy wiedzieliście, że słynny znak na wzgórzu postawiono w celu marketingowym? „Hollywoodland” był reklamą jednej z firm deweloperskich i miał widnieć nad miastem tylko kilka miesięcy. Mieszkańcy szybko jednak przyzwyczaili się do kilkumetrowych liter i po kilkunastu latach postanowiono odciąć końcówkę „land”. W ten sposób napis przestał  kojarzyć się z dana firmą, a konkretną dzielnicą miasta. Moim celem nie była fotka ZE znakiem. Ja zawsze chcę więcej. I nie ja jedna, bo wiele osób postanawia „zdobyć” słynne wzgórze. Wędrówka jest dość prosta, ale ze względu na wysokie temperatury- męcząca. Mi zajęła około godziny.

1-img_8630

Będąc w Hollywood trzeba oczywiście przejść się Walk of Fame, czyli Aleją Gwiazd. Czy robi wrażenie? Średnio. Pośród tylu gwiazd ciężko znaleźć te, które interesowałyby najbardziej. Dla mnie byłyby to np. Johny Depp. Chyba, że zrobisz wcześniejszy research, przy którym sklepie, lub przy którym skrzyżowaniu znajduje się gwiazda, która Cię najbardziej interesuje. Nic mnie nie interesowało na tyle, żeby się fatygować. Sory, nawet Johny. Ale jakże istotny, jakże turystyczny, punkt Aleja Gwiazd – odhaczony.

1-img_7634

Ponad to, obalam mit, że to własnie w Hollywood mieszkają największe gwiazdy. Jest to raczej miejsce dla ludzi, którzy dopiero chcą się wybić, uczą się w szkołach aktorskich i codziennie biegają na inny casting. Ci, którzy sukces już odnieśli uciekają na obrzeża miasta, gdzie mogą zaznać choć trochę prywatności. Z ciekawostek powiem, że koleżanka au pair  z Thousands Oaks, odwoziła swoje dzieci do tej samej szkoły, co Britney Spears i niejednokrotnie miała okazje ją spotkać. A ja mam zdjęcie z Kasią Cichopek.

Ale to wszystko jest nieistotne, kiedy spełnia się jedno z Twoich największych serialowych marzeń. Otóż, mili moi- posadziłam swoje pośladki na tej samej kanapie, na której kawę pili PRZYJACIELE. Mówię teraz o wizycie w studiu Warner Bross. To tutaj wyprodukowano Harry’ ego Pottera, Batmana, Władcę Pierścieni, Kac Vegas, Teorię Wielkiego Podrywu, Przyjaciół, Pełną Chatę i setki, setki innych, kultowych filmów i seriali. Kilkugodzinna wycieczka po studiu kosztuje $65 i każdy wydany dolar jest warty emocji, których doświadczyłam trzymając w ręku prawdziwego Oscara i wchodząc na plan zdjęciowy TWP. Najwięcej łez polało się jednak w Central Perku, który został przeniesiony do innego budynku niż oryginalnie serial był kręcony. Ale co tam. Kanapa została ta sama. I moje pośladki też tam siedziały.

1-img_8615

1-img_8605

1-img_8616

I z tym pozytywnym akcentem zostawię Was na kilka dni. Może tydzień? Nadal jednak zostaniemy w Los Angeles!

Musze dawkować emocje, które się we mnie budzą kiedy patrzę na te zdjęcia. A i o Was się troszczę, bo chce żeby moje słowa, szczególnie te pisane, miały sens, były na temat i żeby czytanie mnie było przyjemnością, a nie karą (choć poloniści pewnie  i tak cierpią przez moje przecinki).

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Miasto Aniołów cz. 1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s