W tle Wielkiego Kanionu

felietony, moje podróże

Stanąć na krawędzi Wielkiego Kanionu. Jedno z moich największych marzeń, top of my „must do before I die”. Ile to już czasu minęło od kiedy ten moment jest już tylko wspomnieniem…? Nie ważne. Bo takich rzeczy się nie zapomina.

1-IMG_9420

 

Przynajmniej ja nie zapomnę. Nie na wszystkich robi on takie wrażenie, jak na mnie. Ale to oczywiste – wszyscy jesteśmy inni. Jedni marzą, by mieszkać w Nowym Jorku, a ja… Boże, tylko nie tam!

Byłam z grupą innych au pair. Nasz przewodnik kazał nam zamknąć oczy przed wejściem do parku i otworzyć dopiero na jego znak, kiedy faktycznie staniemy na krawędzi. Nie wiem skąd we mnie ta kurewska wrażliwość, ale byłam jedyną, która się popłakała. Może to głupie, ale jak wiecie ja ryczę często. Najczęściej ze szczęścia. To był jeden z tych przypadków.

Prawie 2000 metrów w dół, 446 kilometrów długości. JA. I cisza. A może tylko mi się wydawało, że jest cicho, bo to miejsce odwiedza co roku tysiące turystów. Ale w tym momencie byłam tylko ja i Wielki Kanion. Nawet głosy w moje głowie przestały do mnie mówić. Zajęło mi kilkanaście minut żeby sobie uświadomić, że tam jestem. Zdjęcie, zdjęcie, muszę zrobić zdjęcie… Nie, no kurwa, żadne nie jest dobre. Naprawdę, żadne. Możecie go sobie googlować, oglądać zdjęcia z najlepszych lustrzanek, ale nic nie uchwyci jego potęgi.

Usłyszałam kiedyś pewną wypowiedź, pewnego człowieka, której za cholerę nie mogę teraz znaleźć, ale brzmiała ona mniej więcej tak: ” Jeśli masz wątpliwości, że Bóg istnieje, to nigdy nie stałeś na krawędzi Wielkiego Kanionu „. Moja chrześcijańska wiara była wtedy na etapie ciekawości i odkrywania, ale to właśnie tam zdecydowałam, że ponownie przyjmę Chrzest Święty. W pełni świadomie, w wierze ewangelickiej. Chrzest odbył się 18 grudnia 2016 w oceanie Atlantyckim…

1-15391031_1377682575583968_4549212145413466571_n

Zdałam sobie sprawę, jak mali jesteśmy w stosunku świata. Nasze życie to tylko moment, który na końcu nie znaczy nic. Wszyscy skończymy w tym samym piachu. Jesteśmy tłem dla wszechświata, dla tego pieprzonego Kanionu. Dlaczego więc nie cieszyć się każdą daną nam chwilą? Nie zawsze są ku temu powody, jasne. Złamane serce, beznadziejna sytuacja w pracy. Ale dostaliśmy od Boga możliwość podejmowania decyzji. Jeśli nie lubisz swojej pracy, to ją zmień. Jeśli masz złamane serce, spędzaj jak najwięcej czasu z przyjaciółmi, a o bólu pomyśl jutro ( tę radę też skądś przytaczam ). My Polacy, urodziliśmy się w kraju z niesamowitą historią. Od zawsze ktoś nam dawał po dupie. Teraz właściwie też. Dlaczego jako grupa potrafimy walczyć, bronić się, protestować? A jako jednostki narzekamy na wszystko dookoła? Wszystko zaczyna się w Twojej głowie. Nie jestem kolejną blogerką, która stara się wrzucać pseudo – niczym nieuzasadnione – motywacyjne bzdury. Coś w życiu przeżyłam, czym nie jestem w stanie się dzielić. Możecie mi wierzyć, lub też nie. Wszystkie nasze problemy zaczynają się w głowie. Naprawdę mamy dar kontroli naszego mózgu, więc korzystajmy z tego i myślmy pozytywnie. Dostrzegaj małe rzeczy i ciesz się nimi. To nie jest tak, że mi wszystko przychodzi bez przeszkód. Staram się jednak myśleć, że każda z nich po coś mi się przytrafia i w moich „porażkach” jest większy sens. Czasem ukryty, ale jest.

Wielki Kanion… To zdecydowanie moje najpiękniejsze ” hello” i najtrudniejsze „good bye”… Kilka godzin rozmyślań patrząc w jego głębie i słuchając wyimaginowanej ciszy. Przysięgam, była cisza.

1-IMG_9424

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s