Shalom Israel!

moje podróże

Kiedy jakieś 20 lat temu podejmowałam pierwsze próby pływania, tata podtrzymywał ręką moje plecy i kazał machać nogami. Potem to samo – na brzuchu. Przez długi czas bałam się samodzielnie położyć na wodzie. Wtedy mój pierwszy nauczyciel pływania ( tak – tata ) powiedział mi o morzu tak słonym, że woda sama wypycha ciało do góry. Kiedy już nauczyłam się pływać stało się to moim hobby na wiele lat. Wtedy obiecałam sobie, że kiedyś polecę do Izraela i będę pływać w Morzu Martwym. Ot, 20 lat później, gdy pasja pływania dawno przeminęła, udało mi się spełnić jedno z dziecięcych marzeń. W tym wpisie zabieram Was więc nad Morze Martwe, do Tel Avivu i Jerozolimy.

Czy kobieta podróżująca po Izraelu sama, może czuć się bezpiecznie? Zdecydowanie tak. Nie dość, że w miastach i w innych głównych punktach turystycznych nie widać żadnych oznak konfliktów politycznych, to przestępczość jest tam znacznie mniejsza niż w Polsce. Owszem, policja nosząca broń oraz szczegółowe kontrole na lotnisku nie są dla Europejczyka codziennym doświadczeniem, ale nie zmienia to faktu, że warto odwiedzić ten kraj bez strachu, że coś może się wydarzyć. A jeśli już – to tylko same pozytywne rzeczy. Wiecie dlaczego podróżuje sama? Nie dlatego, że nie mam z kim, czy mam dość ludzi… Wręcz przeciwnie. Uważam, że jest to najlepsza możliwość by zawierać nowe znajomości. Znajomości, które nie przetrwają próby czasu i dystansu, ale na zawsze pozostaną w mojej głowie. Bo żaden przewodnik nie nakreśli kultury danego kraju, tak jak zrobią to lokalni. Pokażą gdzie zjeść coś tradycyjnego, zabiorą na spacer w ulubione miejsce i opowiedzą o zwyczajach i kulturze. Wiedzieliście, że Izraelczycy mają obowiązek iść do armii zaraz po liceum? Mężczyźni na prawie 3 lata, a kobiety na 2 lata i 4 miesiące. Tylko najbardziej ortodoksyjni mogą wymigać się od tego obowiązku poprzez studiowanie Tory w specjalnej szkole. Podoba mi się to. Zawsze chciałam iść do wojska. Chociaż najpierw chciałam być antyterrorystą. A potem agentem wywiadu. A zostałam stewardessą w różowej szmince z toną lakieru na włosach. I lubię swoją pracę.

A skoro wspomniałam już o kontroli na lotnisku… Wiele o tym czytałam przed podróżą. Byłam przygotowana na szereg pytań z dziedziny „głupie”, czyli dlaczego podróżuję sama, czy mam chłopaka lub czy przyleciałam szukać męża ( No halo! Męża zawsze warto szukać! ). Otóż nic takiego nie miało miejsca. Przy wydawaniu pozwolenia na pobyt w kraju, zostałam faktycznie zapytana czy podróżuję sama, na jak długo przyleciałam i co zamierzam zwiedzić. Tyle. Potem przeskanowano mój bagaż i voila – byłam na ziemi izraelskiej. Więcej pytań pojawiło się natomiast przy wyjeździe z kraju – przestudiowano mój paszport, wypytywano kiedy byłam w Emiratach, jak długo trwał mój pobyt i czy mam tam jakiś przyjaciół. Cała rozmowa przebiega jednak zupełnie bez emocji. Człowiek – strażnik nawet na mnie nie spojrzał przy wystawianiu pozwolenia na wyjazd z kraju. Choć może to dlatego, że zadowoliły go moje odpowiedzi? A gdybym powiedziała, że mam przyjaciół w Emiratach…? Może nadal siedziałabym w Izraelu? 😉 Przy okazji powrotu do domu trzeba się jednak liczyć, że nasza walizka ( ta nadana do cargo również ) zostanie otworzona i przetrzepana. Czego szukają? Nie wiem. Ale zostawią ładną notatkę, że mają takie prawo i wszystko jest nagrywane. Więc jeśli chcecie zobaczyć video z procesu przeszukiwania bagażu, to generalnie żaden problem.

Z lotniska do hostelu dojechałam komunikacją miejską i tak też poruszałam się po całym kraju. Izrael ma naprawdę świetnie rozbudowaną sieć autobusów i w miastach i między miastami. A i ceny nie są nawet tak straszne. W Tel Avivie jeden przejazd kosztuje ok 6 zł ( 5, 90 szekli ). Z Tel Avivu do Jerozolimy autobusy jeżdżą co 20 minut z dworca centralnego, podróż trwa godzinę, a bilet kosztuje 16 zł. Natomiast z Jerozolimy nad Morze Martwe za dwugodzinną przejażdżkę zapłacimy 37 zł w jedną stronę. Klima działa, wi fi również, podłączyć telefon do ładowania też się da. Także polecam.

Tel Aviv. Tel Aviv. T e l – A – viv. Lubię to słowo. Chyba bardziej niż miasto samo w sobie. Ładna plaża, fajna promenada, urokliwe stare miasto i bogate życie nocne. To tyle, a teraz Jerozolima.

1-29498108_1872148456137375_7475937096096546816_o

Stara Jaffa

Nie no, coś Wam o tym Tel Avivie napiszę… Spędziłam tam zaledwie dwa dni, ale myślę, że jeśli ktoś nie jest fanem muzeów ( czyli ja ), których jest tam sporo, to na pieszą wycieczkę po mieście i trochę plażowania, zdecydowanie wystarczy.

1-IMG_4635

Kościół św. Piotra, stara Jaffa

Pierwszym i najciekawszym miejscem w Tel Avivie jest Jaffa, czyli stare miasto. W przeszłości była oddzielnym miastem/ portem, ale dziś jest po prostu zabytkową częścią stolicy. Jak na Izrael przystało, obok meczetu stoi tu synagoga, a dwie ulice dalej kościół. Czyli niesamowity mix kulturowo – historyczny na kilku skrzyżowaniach. Najciekawsze punkty na izraelskiej ” starówce ” to według mnie kościół św Piotra, który pięknie prezentuje się na tle morza, Wieża Zegarowa od której wzięła się nazwa placu – Plac Zegarowy, meczet Mahmudiego oraz port Jaffa. Najbardziej moją uwagę przyciągnęło jednak, zwisające drzewko pomarańczowe. Instalacja Rana Morina z 1993 roku. Symbolizuje ono konflikty Izraela z Palestyną z XX wieku, a artysta chciał w ten sposób powiedzieć, że nie ważne po której stronie będzie drzewo, może ono rosnąć nad ziemią i ponad podziałami.

1-IMG_4634

Niedaleko od Starej Jaffy przejść się można ulicami Flea Market, gdzie na pchlim targu kupić możemy spinacze, sznurki, latarki, pumeks, przechodząc dalej do dziwacznych porcelanowych lalek, zegarów, używanych butów, kończąc na meblach i innych niesamowicie ważnych duperelach. Na Flea Market można też zjeść coś lokalnego w przydrożnych knajpkach lub napić się kawy. O wi fi radzę zapytać najpierw, zanim okaże się, że płacicie 20 zł za zwykłe, małe latte, a internetu brak. W nawiązaniu do uniesień kulinarnych – warto również przejść się jedną z najbardziej popularnych ulic miasta – Rothschild Blvd. Kafejki, restauracje, lodziarnie, bary, do tego dużo zieleni, ścieżka rowerowa i co jakiś czas inna fontanna. Trochę jak Chmielna, tylko trochę fajniej.

1-IMG_4528

Pchli Targ, Flea Market

A teraz mój ulubiony punkt wycieczki – Dizengoff Square.  Sam środek Białego Miasta, czyli największego na świecie skupiska budynków modernistycznych stylu Bauhaus ( styl, który zapoczątkowała uczelnia artystyczno – rzemieślnicza w Weimarze ) wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Hm… Ok. Pamiętacje wpis z Waszyngtonu D.C., gdzie byłam rozczarowana widokiem Kapitolu w przebudowie? ( https://travelloveblog.wordpress.com/2015/10/13/welcome-in-washington-dc/ )

To teraz zamiast tego:

 

800px-Dizengoff_Square_028a

Źródło: Wikipedia

Zobaczyłam to:

1-29390640_1873024319383122_348867288_o

 

Mhm, fajne miejsce, jeżeli będziecie się wybierać to polecam gorąco sprawdzić czy nadal nie trwa tam remont.

Na koniec wycieczki po Tel Avivie potwierdzę wszechobecnie znaną prawdę – Izrael jest drogi. Dla przykładu butelka wody w sklepie kosztuje 5 zł, piwo 8 zł, mleko ok 10 zł. W knajpie za małe piwo zapłaciłam 20 zł, koszt kolacji w przeciętnie dobrym lokalu to ok 50 zł, z alkoholem ok 80 zł. Papierosy 37 zł. Ale jako dwa piwa za 40 zł już poszły, a wstawiona Emilia to bogata Emila ( tutaj mogę przywołać historię z Miami, gdzie kupowałam driny za $60, a potem nie miałam zielonych na dojazd na lotnisko – https://travelloveblog.wordpress.com/2016/05/09/welcome-to-miami/ ) to zaszalałam i za dość duże pieniądze raka dokarmiłam…

Pauza.

O Jerozolimie napiszę już trochę poważniej. Było to dla mnie bardzo ważne do zobaczenia miejsce, szczególnie od kiedy po długiej przerwie wróciłam do wiary chrześcijańskiej. Biblia nadal budzi we mnie sporo wątpliwości, ale sam Jezus żadnych. Był on postacią historyczną i tego podważyć nie można. I żałuję, że w samej Jerozolimie i Betlejem spędziłam tylko jeden dzień, bo to stanowczo za mało. Szczególnie ze względu na ogromne kolejki by zobaczyć Grób Pański czy miejsce narodzenia Chrystusa w Betlejem.

Zacznijmy od tego, że stare miasto w Jerozolimie dzieli się na 4 części: muzułmańską, żydowską, chrześcijańską i ormiańską. Całość otoczona jest murami obronnymi, a do środka dostać się można przez zabytkowe bramy: Nową, Damasceńską, Lwią, Heroda, Jafy, Dawida i Gnojną. Uliczki na starym mieście to jeden, niekończący się bazar. Bazar na którym obowiązują już inne zasady niż w Tel Avivie – tutaj podstawą handlu jest umiejętność targowania. Dlaczego? Bo głównie handlują Arabowie. Zdecydowanie ceny produktów są zawyżone o jakieś 60 – 70%.

Mój wyścig po Jerozolimie zaczęłam od Bazyliki Grobu Świętego. To tutaj złożono ciało Chrystusa po śmierci i tutaj zmartwychwstał. Niestety przez ilość odwiedzających to miejsce turystów, nie czuć już żadnej magii. Oczywiście do nikogo pretensji mieć nie mogę. Myślałam jednak, że tak ważne dla mnie miejsce, wywoła większe emocje, a tak naprawdę w kolejce do Grobu Pańskiego spoglądałam tylko nerwowo na zegarek – stałam tam około dwóch godzin by zobaczyć Grób, a nie byłam nawet w połowie drogi. Czasu nie miałam zbyt dużo, więc ostatecznie zrezygnowałam. Szkoda, ale Jezus na pewno mi wybaczy. Wynagrodzono mi to w Betlejem w Bazylice Narodzenia Pańskiego, gdzie po prostu wbiłam się w grupę chińskiej ( no nie wiem czy chińskiej, ale na pewno azjatyckiej ) wycieczki i omijając kolejkę dostałam się do Groty Narodzenia i dotknęłam gwiazdy, która dziś symbolizuje miejsce narodzin Chrystusa. Tłumy turystów w tych miejscach są tak duże, że ochrona pozwala na kilkusekundowe zatrzymanie się, szybkie zdjęcie i nara. O modlitwie i zadumie można niestety zapomnieć. Skoro przeskoczyłam już do Palestyny, to dodam tylko, że i tutaj dojechać można publicznym autobusem. Z Jerozolimy to około godziny drogi, ostatni autobus wraca o 19:00 i na wszelki wypadek należy wziąć paszport. Choć z mojego doświadczenia kontrola wyglądała następująco – zero straży w drodze do Palestyny, natomiast przy powrocie do Izraela, Palestyńczycy musieli wyjść z autobusu, pokazać dokumenty i wracali do środka. W tym samym czasie, straż graniczna weszła do autobusu, rozejrzała się, zdiagnozowała samych białych turystów i wyszła. To tyle ze strasznych opowieści z Palestyny. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć Ścianę Wschodnią i strefę Gazy to również nic niebezpiecznego się tam nie dzieje, choć ja na to czasu już nie miałam.

1-IMG_4728

Wróćmy do samej Jerozolimy. Via Dolorosa – biblijna Droga Krzyżowa. Dziś nie wyróżnia się prawie niczym od pozostałych uliczek Starego Miasta. Owszem, są oznaczone stacje, a stacja I i II mają oddzielne, małe kapliczki, ale poza tym jeżdżą tu motory, samochody, dzieje się handel i magia trochę znika. Ale „must see” odhaczone.

Dalej ulicami Jerozolimy doszłam do Ściany Płaczu – najważniejszego miejsca dla Żydów, jedynej pozostałość po Świątyni Jerozolimskiej. Kiedy została zburzona przez Rzymian, Żydzi co roku zbierali się i opłakiwali stratę. I stąd jej dzisiejsza nazwa. Oddzielnie modlą się przy niej kobiety i oddzielnie mężczyźni. A w szczeliny między cegłami powkładane są setki karteczek z intencjami modlitw… Usiadłam, popatrzyłam i popędziłam dalej na Wzgórze Oliwne, gdzie chciałam zdążyć na zachód słońca… Mimo, że droga nie jest długa, to bardzo stroma i naprawdę można się zmęczyć. Widok jest jednak wart wysiłku.

1-IMG_4729

 

1-IMG_4782

Po tak ekspresowym zwiedzaniu Jerozolimy, przyszedł czas na zasłużony relaks nad Morzem Martwym. Czyli jeziorem, które w nazwie ma „morze”, ale morzem nie jest, o czym chyba pisanie już sensu nie ma, bo każdy to wie. Otóż położone jest ono w najniższym punkcie Ziemi, a zasolenie jest tak duże, że flora i fauna praktycznie tu nie występują. Kąpiel w wodzie jest jednak bardzo zdrowa – nie tylko dla ciała, ale również ducha. Ciśnienie atmosferyczne jest tam dość wysokie oraz nasycone bromkami, które mają działanie uspokajające. Faktycznie, chyba czułam się bardzo spokojna? Błotko natomiast, którym można się wysmarować na niektórych plażach jest bogate w minerały odżywcze dla skóry. Od siebie mogę dodać, że nie polecam kąpieli kiedy ma się nawet minimalne rany, bo będzie piekło. Bardzo piekło. Odradzono mi też golenie się w dzień kąpieli, także tak też zrobiłam.

1-IMG_4753

Plaża Ein Bokek, Morze Martwe

Wracając z plaży trochę przysnęło mi się w autobusie, a że miejsca było sporo to zdjęłam klapki i rozłożyłam na dwóch siedzeniach. Kiedy się przebudziłam, nie mogłam znaleźć jednego buta. Nie powiem, trochę spanikowałam, bo jak iść po dworcu autobusowym na bosaka? Cejrowskim na szczęście nie jestem, więc chciałam odzyskać buty. A jak trwoga… to do Boga. W tym momencie pierwszy raz podczas samotnego podróżowania, poczułam, że dobrze byłoby mieć przy sobie faceta. Kogoś, kto w takiej sytuacji weźmie mnie na barana i zaniesie do jakiegokolwiek sklepu z butami. No ale Bóg jak zwykle się ze mnie uśmiał, napomknął, że o mężczyźnie mam zapomnieć, a but podczas hamowania przeleciał na przód autobusu. Faktycznie, znalazłam. I to był ten moment, podczas całej wycieczki do Izraela, w którym znalazłam chwilę dla siebie i Boga. Bo czegoś potrzebowałam… Tak było już od jakiegoś czasu. Zapominałam dziękować mu za to, co mam, przygnębiona myślami o tym, czego nie mam. Zgubiony w autobusie but, uświadomił mi, że ostatnio oddaliłam się od Niego. Pojechałam tam, by wzmocnić tę więź, ale przez setki turystów nie mogłam tego poczuć. A może nie chciałam? A może nie byłam gotowa? Zbyt pogubiona? Nie wiem. Ale ucieszyłam się, że znalazłam buta. I od tego wieczoru, znów codziennie dziękuje Mu za to co w życiu mam. I nie tylko moja skóra bije blaskiem dzięki magicznej papce, ale dusza również została uzdrowiona.

Przez te kilka dni, nie stałam się specjalistą od kultury bliskiego wschodu, nie wgłębiłam w sytuację polityczną, nie wypoczęłam na tyle, ile chciałam, ale zdecydowanie dostałam to, czego potrzebowałam. Mam nadzieję, że moje subiektywne opinie o zwiedzaniu Izraela choć trochę pomogą Wam w zaplanowaniu swojej podróży na wschód…

Amen.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s